Sorry jak nie odbieram, pewnie ładuję telefon
Nie pogadamy teraz, jeszcze będzie czas na rechot
Przez słuchawkę, gdy czas znajdę w wolnej chwili
Lubię te plotki, w tym kilka rozkmin gdzie limit
Się nie kończy, zaczynając od rapu, pokazuje swój pazur
To dopiero rozkwit, naszej rozmowy, mam pomysł
Wyskoczmy na browara, ale u mnie go wypijmy
Dolega mi katar, więc wolę na zapas zostać nim syf
Jakiś mnie złapie, na przykład zapalenie płuc
Chyba mam kaszel, nie chcę gorszych szkód
Możemy pójść na puby, w najbliższy weekend
Jednak zanim, możemy się napić, ale nic na siłę
Nie masz pewności, tyle do załatwienia jeszcze
Weź się lepiеj ocknij, masz czas teraz na brednie
Wsiadaj w autobus, albo idź z buta, do mniе tutaj
Nie zostawaj w domu, muzyki się posłucha, zapalimy szluga I lubię te dni, wypić parę piw z tobą
Kolejny ćmik, kolejny spliff z tobą
Gdy do mnie wpadasz, wraz z tobą dymu chmura
Chce się płakać, weź ją lepiej przyduś w płucach
Nie widzieliśmy się z tydzień, może nawet i lepiej
Padał deszcz jak na stypę, czuję niewychodzenia efekt
Zaspane ślepia, jakby to była niedziela rano
Resztki siebie zbieram, by przyszła wena na noc
Pytasz czy słuchałem, tej najnowszej płyty
Mi tam to wisi, żaden ze mnie krytyk
I tak włączysz singiel, bym usłyszał co na czasie
W sumie zajebiste, podeślij mi ten kawałek
W końcu coś ode mnie byś chciał usłyszeć
Czekasz na płytę i gdy w końcu na żywo nawinę
W notatki czasem zerknę, jeśli mi się w ogóle chce
Napisać nowy tekst, jednak wciąż gubię treść
Piszę kolejny refren, który ostatnio rapowałem
Brak pomysłu na resztę, dlatego poleciałem w balet

Many companies use our lyrics and we improve the music industry on the internet just to bring you your favorite music, daily we add many, stay and enjoy.

stats